niedziela, 19 lipca 2015

II. Powiedziane w złą godzinę



- Wiesz zawsze możemy zrealizować powiedzenie: do trzech razy sztuka . - Zrobiłam minę niewiniątka.
                Chłopak spojrzał na mnie spode łba, marszcząc brwi. Nie odezwał się, co niekoniecznie było dobrym znakiem... Westchnął ciężko, obracając krzesło i usiadł na nim oplatając oparcie nogami.
  - Mała, co ty do cholery odstawiasz, co?           
  - Ja? To "mała" było do mnie? - Spojrzałam na niego z maską obojętności.
  - Nie, kurwa, do tamtego krasnoludka za tobą. - Kąciki jego ust powędrowały do góry.
  - Naprawdę?!
                Dla lepszego efektu spojrzałam za siebie, udając zaskoczoną kiedy nie zobaczyłam za sobą pięciocentymetrowego jegomościa w czerwonej czapce i brodą do ziemi.
 - Pomyślmy - co ja odwalam? Hmm... Mszczę się na wielkim arystokratycznym zadzie, który nie okazał, ani krzty szacunku dla osoby ewidentnie lepszej. 
 - To już było do krasnoludka, bo na pewno nie mówisz w tym momencie o mnie. Pomyślmy - niska, płaska i Nataniel się za ciebie bije. Może jednak powinienem ci współczuć? - Odchylił się na krześle, wycierając krew ściekającą po jego podbródku. Dobrze, że nie pobrudził mi okładki.
 - A może ja powinnam podarować ci tampony?              - Nie dzięki, mam swoje. Co ci się stało, że jesteś na wózku? - Spojrzał na mnie podejrzliwie.
                Obrona. Broń się albo uciekaj.
- A co ci się stało, że nie masz mózgu? Wypadek przy pracy siedemnaście lat temu?
                Moja niesprawność przestała mi dokuczać dawno temu, ale w takich momentach pojawiali się ludzie, którzy traktowali to jak dziwactwo, jak ułomność i nagle zmieniali swoje nastawienie.               Poczułam jak pod moimi powiekami zbierają się łzy, które chwilę później kapnęły na moją białą koszulę, a ja pochyliłam głowę, pozwalając żeby włosy opadły, zakrywając moją twarz.
 - Ej! Ty płaczesz? - Odgarnął włosy z mojej twarzy. - Hej, przestań. Nic się nie stało. ..Uśmiechnij się, proszę... Dla mnie? - Rzuciłam mu jedno spojrzenie, a on uśmiechnął się opiekuńczo. Jego oczy wyrażały troskę i smutek. Nagle zerwał się z miejsca .
 - Wróć. - Ktoś stanął za mną, ale nawet się nie odwróciłam. - Kastielu, mówię do ciebie.
                Czerwonowłosy zawrócił, tak że stały przy mnie już dwie osoby. Wskazał na mnie rękami, po czym tonem obrażonego dziecka wyjaśnił:
 - Ja jej nic nie zrobiłem, Lysander! A ona płacze jakby się nie wiadomo ci stało!
 - Po pierwsze podnieś to krzesło, zaraz ktoś się o nie przewróci. Po drugie... - Wziął głęboki wdech. - A idź w diabły, nie mam ochoty z tobą dzisiaj rozmawiać. Najpierw ktoś obił ci twarz, pewnie słusznie, a teraz dziewczyna przez ciebie płacze.
 - Stary, weź ją zostaw, to histeryczka... Chodź programy razem w piwnicy.
 - Nie. Idź i sobie graj, choćby i do białego rana, ale ją tu zostaję. Teraz, po raz ostatni, proszę cię abyś wyszedł z tego pomieszczenia.  I bez trzaskania drzwiami, to biblioteka.            
                Podniosłam wzrok na jasnowłosego chłopaka, chociaż jego ubranie było istnym żartem. Biała koszula, klipsy do mankietów, czarny frak i szafirowo zielony żabot na szyi może i wyglądały na nim dobrze, ale nadawały się do przedstawienia kostiumowego odgrywanego w czasach... Może nie średniowiecza, ale umówmy się że nie mam pomysłu gdzie się tak ubierano. Chyba spałam na historii.
 - Nie wiem czy mam ci podziękować czy cię ochrzanić.
 - Zależy co wolisz? Zniosę wszystko byleby poprawić humor dziewicy w potrzebie. - Zaśmiał się serdecznie.
 - Dziewicy? Skądże ten pomysł?- Udałam oburzoną dla żartu, ocierając łzy.
 - Miało zabrzmieć jak w teatrze. Dam ci chusteczkę i już nie płacz przez Kastiela. Taki już jest, najpierw zrobi, a potem pomyśli. - Wzruszył ramionami, podając mi paczkę. Wytarłam oczy, przyglądając się czarnym śladom tuszu, które zostały na białym materiale.
 - Tylko... On nic właściwie nie zrobił... Zadał proste pytanie z ciekawości... A ja zaczęłam przywoływać wspomnienia i tak wyszło.
 Nie wiedziałam czemu broniłam Kastiela, nie wiedziałam  też czemu się zwierzałam zupełnie mi obcej osobie. Nawet nie wiedziałam jak miał na imię...
 - Teraz ja zadam proste pytanie z ciekawości... Dlaczego on znowu krwawił z nosa? Planujesz mu go pewnego dnia urwać, jak w wierszykach dla dzieci? - zapytał sięgając po kolejną chustkę i przykładając do mojego policzka i ścierając ciemne ślady.
                Urwać mu nos... Niezły pomysł. Piątemu nosek ukręciła i poleciała.
 - Trochę mnie zirytował to oberwał. Nie powinieneś byś na lekcji? - Wbiłam wzrok w obgryzione skórki przy moich paznokciach. Przyjaciel Kastiela zamrugał jakbym go czymś zaskoczyła.
 - B-był już dzwonek?   
 - Z dziesięć minut temu! Nie słyszałeś go? Ją prawie ogłuchłam, a ty go nie słyszałeś?
  - Wybacz, ale trener chyba mnie udusi jeśli opuszczę jeszcze jedną godzinę w tym tygodniu... Jakoś tak się zamyśliłem. - Potrząsnął głową, podnosząc z ziemi swój plecak i kierując się do wyjścia. - I nie bądź taka skwaszona, masz śliczny uśmiech.
                Hmm... Ten chłopak jest interesujący. Ten jego dosyć dziwny styl, sposób mówienia i sposób bycia. Najpierw ucieka, a potem przychodzi tak po prostu pogawędzić... I jeszcze Kastiel. Był dosyć oschły, ale kiedy zobaczył że płacze był taki ciepły i opiekuńczy. Można by rzecz - fałszywy.
***
                Casandra spojrzała na mnie spod tłustych włosów i wyginając drobne usteczka pociągnięte pomadką w podkówkę, zaczęła narzekać:
- Ten nauczyciel jest okropny, całą lekcję kazał nam robić okrążenia, a potem wspinać się po linie. Nie znoszę liny!
                Rozczochrałam jej włosy z pobłażliwym uśmiechem na twarzy - to nie tak, że Cas nie lubi liny. Ona po prostu nie umie się na nią wdrapać jako jedyna z klasy i pewnie jest jej z tego powodu trochę głupio, skoro nawet największym ofiarom się to udaje.
 - Dałaś Kastielowi w twarz?
 - Nie było go na lekcji, nie wiem. Może sorka Frankiewicz go zwolniła, myślę, że naprawdę się przestraszyła. Nataniel ma niezły lewy sierpowy, nie? - Uśmiechnęła się, chowając przepoconą białą koszulkę do szafki i związując ze sobą sznurówki.
 - Po pierwsze, dziewczynko - ty nie wiesz co to lewy sierpowy. Po drugie - to chyba nie są twoje trampki, nie?
                Buty były trochę podniszczone, ale zniewalająco czyste - gumy i podeszwa wręcz lśniły, a sznurowadła wyglądały jak nowe.
 - A, nie. To szkolne, zapomniałam swoich... - wyjaśniła z cichym westchnieniem. - Pójdziesz ze mną poszukać Nata?
 - Zdaje się, że wlewa w siebie trzeci kubek kawy przy automatach. Chyba trochę przesadza, serce albo nerki prędzej czy później mu strzelą - mruknęłam.
                Sama uwielbiałam kawę - zawsze wieczorem piłam kubek dobrej, dosyć drogiej, z łyżeczką cukru. Mimo wszystko - wypić trzy porcje do południa? To może być nawet jakiś rekord.
 - Kawa? - Skrzywiła się. - Co ludzie widzą w kawie? Jakby nie było innych napojów - herbaty, soku, kakao albo wody... Ale w sumie może się napiję.
                Lukier rzucił się na mózg...


 - Dobra, nie gadajmy już o tym gorzkim i całkowicie czarnym napoju. Proszę - poprosiła zniesmaczona dziewczyna. No tak - czarny to zupełnie niepastelowy kolor... Gdyby ktoś wynalazł różową albo fioletową, ewentualnie błękitną - to by było coś.
 -  Lepiej go poszukajmy! - Ucieszyła się jakby dowiedziała się, że już nigdy w życiu nie będzie musiała wspinać się po linie, i w podskokach ruszyła do najbliższych automatów. Chciałam przypomnieć jej o mnie, ale już było za późno, bo już zniknęła za pierwszym zakrętem.  Pobiegła. A podobno jak kocha to nie odejdzie.
             Jeszcze wróci. Zawsze wraca.
          Nagle poczułam jak kilka kropel wody spływa mi na głowę. Szybko odwróciłam głowę i ujrzałam uśmiechniętego chłopaka z biblioteki. Widać, że dopiero co wziął prysznic, bo włosy miał jeszcze ‘’nieco’’ wilgotne, a jego ubranie lepiło się do jego ciała.
  - Przepraszam. Dopiero co się myłem - wyjaśnił.
 - Zauważyłam. - Zaśmiałam się sztucznie.
 - No tak, zapomniałem, że jesteś bardzo bystra, Margot. - On także się uśmiechnął, prezentując dołeczek w lewym policzku. Przynajmniej był tylko jeden - i nie taki głęboki jakby wywiercił go sobie wiertarką. Bo u Casandry tak to właśnie wyglądało.
 - Chwila, skąd wiesz jak mam na imię?
 - Zgadywałem? - Zmieszał się.
 - Nie wierzę ci, powiedz skąd to wiesz... No przecież cię nie uduszę. - Nalegałam. Gdyby wyglądało to naturalnie, to bym wstała i przysunęła twarz tak blisko żeby poczuć jego oddech. Czucie w nogach powoli wracało, a uczucie drętwienia było dosłownie nieznośne...
 - Od Kastiela... - Spuścił głowę.
 - A on skąd to wziął, z dupy? No gadaj! - Jednak się wkurzyłam i było mi dosyć blisko rzucenia się na niego z łapami...  Obiecaki-cacanki, a głupiemu radość.
 - Tego nie wiem! Naprawdę! - Przestraszył się jak baba, która widzi pająka. Z drugiej strony ja staram się nie panikować, kiedy jakiegoś widzę. Nie mogą wyczuć, że się boję...
 - Chociaż nigdy nie wiadomo co ma w spodniach... Kartotekę. - Zaśmiał się pod nosem, myśląc, że po nie słyszę. Przez chwilę patrzyłam na niego nic nie rozumiejąc, a po chwili wybuchłam niekontrolowanym śmiechem.
 - No dobra. - Wzruszyłam obojętnie ramionami. - Dobra. Oprócz mojego imienia mógł ci podać także ręcznik. Dlaczego jesteś CAŁY mokry? - zapytałam po chwili, mierząc go wzrokiem.
            Biała koszula przylegała do jego obojczyków, nawet turkusowy żabot pokrywały ciemne plamy. Co? Zapomniał, że po kąpieli trzeba użyć ręcznika i suszarki? Dobrze, że pamiętał żeby się ubrać...
 - No bo... Jak to powiedzieć... Zapomniałem o pewnej ważnej rzeczy... - Jego policzki pokryły się czerwienią, wbił wzrok w kałużę pod swoimi stopami. Siedem nieszczęść, garnek rozpaczy. To chyba rodzinne.
 - O jakiej?
 - Zamyśliłem się... I wszedłem pod prysznic w ubraniu...
            I tutaj robię soczystego facepalma, nabijając sobie siniaka na czole. Nie było w tej szkole normalnych osób, ale bez przesady. Bez żartów.
 - To żart, prawda? Gadaj komu się tak naraziłeś, że cię spłukał? - Rozejrzałam się po korytarzu, wypełnionym nastolatkami, jakby winny miał na czole wielką czerwoną strzałkę albo był ubrany w pasiak. Nie miałam pamięci do twarzy, nie poznałabym nawet ucznia naszej klasy, o mowie niewerbalnej nie wspominając - chyba miało to tylko fajnie wyglądać.
 - Serio jesteś bystra - Uśmiechnął się smutno. - To były tylko wygłupy. Oni mi nic nie zrobili... Tylko trochę oblali wodą.
            Eh, tłumaczył się jak dzieciak przed matką. A ja nawet nie wpadłam na pomysł wzruszenia ramionami i olania sprawy.
 - Oni?! Ile ich było?! - Przyznałby się, bo zaczynam się niecierpliwić.
- Dwóch. Na dodatek bliźniaków! Dramat! O matko!
            I córko.
 -  Mam pomysł! Napiszę piosenkę o podwójnym nieszczęściu... T ak... To będzie dobre.
 - Mam lepszy pomysł... Nie, nie. Mam jeszcze lepszy pomysł. - Nie mam żadnego pomysłu, tylko jestem wkurzona. Ale powinnam szybko coś wymyślić, bo inaczej już nie będę taka bystra jak się wydaje... Cholera.
            Myśl, myśl... Dosłownie słyszałam trybiki, obracające się w mojej głowie. Skoro je słyszałam, to chyba były nienaoliwione. Na moje usprawiedliwienie dodam, że moja wcześniejsza szkoła była normalna i w pierwszych tygodniach nikt nie zrobił nikomu prysznica. ‘’Chodź do nas, do Słodkiego Amorisa. Będzie fajnie’’
            Casandro, pożałujesz.
 - Nataniel zarządza własnością szkoły, nie? Może poratuje cię jakimś sportowym uniformem szkolnej drużyny.
 - Naprawdę nie trzeba...
 - Ależ trzeba! - Spojrzałam na niego poirytowana. - Teraz powinnam wstać i cię pociągnąć cię za śliniak, tfu, żabot w stronę pokoju gospodarzy, ale nie mogę, więc mógłbyś podwieźć mnie tam, żebym mogła osobiście pogadać o tym z Natanielem?
 - Oczywiście... - Pchnął mnie delikatnie i zaczął powoli prowadzić. - Wow, czuję się jak matka z dzieckiem.
 - Chyba powiedziałeś to w złą godzinę - prychnęłam, starając się wymyślić jakiś demoniczny plan utarcia mu nosa za takie teksty. - Nataniel, masz może jakieś zapasowe ubrania, bo kolega się zmoczył w spodnie? - szepnęłam złośliwie, ale na tyle cicho żeby usłyszał to tylko sam zainteresowany.
            Jeszcze rozejrzałam się dookoła. Nic się nie działo, chwila spokoju, pomijając rozwrzeszczanych idiotów, biegających po holach. Czy my jesteśmy w podstawówce? I gdzie ten przeklęty przewodniczący, jest zawsze kiedy go nie potrzeba, ale jak akurat chcę go zobaczyć to ze świecą szukać.
            W końcu! Poza tym Peggy szła za Natanielem cała podekscytowana, próbując go zatrzymać. Była jedną z nielicznych osób, które znałam z imienia - aż ciężko jej nie kojarzyć. Zwłaszcza, że wszędzie chodzi z dyktafonem - pudło o takich gabarytach zwraca uwagę...
 - Nataniel! - krzyknęła, unosząc rękę pod głowę, aby być choć trochę bardziej widoczna. Blondyn odwrócił się, a potem kiwnął w stronę Peggy i ruszył w naszym kierunku. Uśmiechnęłam się złośliwie do zażenowanego znajomego, ale nie zamierzałam robić coś tak okrutnego.
 - Margot, Lysander, coś nie tak? Kastiel znowu coś wymyślił?
 - Tym razem nie on, ale ktoś oblał Lysandra wodą. Gdybyś nie zauważył. - Wskazałam dłonią na przemoczonego chłopaka, ale szybko zacisnęłam dłoń, żeby ukryć pokaleczone palce. Obgryzanie skórek to jednak bardzo zły nawyk.
 - No tak. Zaraz przyniosę jakieś ubrania i ręcznik. Kto to zrobił? - Oparł się ramieniem o drzwi, otwierając je.
                        Pomieszczenie było mniejsze niż zwykła klasa, mniej więcej o połowę. Okna były zasłonięte splątanymi żaluzjami, a po podłodze walały się papierowe kubki po kawie i kilka zgniecionych butelek. Na biurku leżały wieże z książek, zeszytów i luźnych kartek.
 - A więc to tutaj. Jakieś bliźniaki, nie wiem. Nie macie w tej szkole monitoringu? Ani sprzątaczki?
 - Nie miałem czasu tutaj posprzątać, mam nadzieję, że wam to specjalnie nie przeszkadza. - Nataniel uklęknął przy jednej z szafek i podał mi szkolny strój sportowy, składający się z czarno-białej koszulki i czarno-błękitnych, luźnych dresów.
            Sryt-Madryt, Ameryka. Takie cuda tylko w Amorisie. A może po prostu dobijają przeciwne drużyny swoim wyglądem.
            Zapamiętać - nigdy nie zapominać stroju od w-f, nawet jeśli nigdy nie ćwiczyłam. Nigdy nie pozwól żeby wbili cię w to wdzianko. Nawet za cenę życia.

2 komentarze:

  1. Bardzo podoba mi się twój blog! Ponieważ jestem początkująca, nie mam takiego doswiadczenia. Mogłabyś ocenić mojego bloga? Byłabym bardzo wdzięczna!
    Deynees

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozpisałaś się, nie ma co. Przeczytałaś coś, czy tylko robisz spam?

      Usuń

Lydia - Land of Grafic