środa, 15 lipca 2015

I. Krwawe przypadki



                Casandra jak zwykle wręcz tryskała wrodzonym optymizmem. Dla tej wyjątkowej osóbki chodzenie było po prostu zbyt nudne - musiała skakać, biegać, tańczyć albo chociaż podrygiwać jak krewetka na patelni. Tym razem z szerokim uśmiechem biegła w moją stronę, wywijając kabelkiem słuchawek.
                Bez wątpienia - bardzo urocze stworzonko z jasnymi włosami do ramion, dołeczkami w policzkach i wielkich jak u szczeniaka zielonych oczętach. W połączeniu z jej drobną, dziecięcą sylwetką i pastelowymi kolorami, które uwielbiała, sprawiała wrażenie wyjątkowo słodkiej dziewczynki z podstawówki, która radośnie wymachuje różowym workiem z kapciami.
  - Bałam się, że się spóźnię! Kochanie moje, długo czekałaś? - zapytała radośnie. Pokręciłam głową, układając torbę na kolanach. Była taka wrażliwa i troskliwa. No - można rzecz, że byłyśmy najlepszą parą w liceum i darzyłyśmy się większą miłością niż jakikolwiek człowiek mógłby darzyć innego. Byłyśmy świetnymi przyjaciółkami, rozumiałyśmy się bez słów i takie tam pierdoły.
  - Nie, tylko kilka minut. Ile cukru wsypałaś rano do płatków, no?
 - Za dużo, Marguś. Stanowczo za dużo. - Pokiwała energicznie głową.
 - Cóż, następnym razem proponuję trochę soli. Chciałabym cię zobaczyć choć raz bez tego uśmieszku na twarzy...
 - Też cię kocham, gołąbeczku! - krzyknęła radośnie przez co kilka osób obejrzało się z minami typu "a, to tylko ona" - Poza tym co ty taka nie w humorze? Ale ja już wiem, co poprawi ci humor - babeczki. Takie z dżemem i różowym lukrem! - oznajmiła kładąc swój plecak na moich kolanach.
                Była taką nastolatką jaką widzi się kiedy ktoś mówi 'stereotypowa nastka' - wiecznie chodziła zakochana, piekła babeczki z ozdóbkami albo organizowała piżama party... Poza tym miała niepowstrzymane zapędy do zabawy moimi włosami, zakupu pierdółek typu porcelanowe kotki na targach i wyrażania się nieco głośniej niż powinna
 - Babeczki? Znowu? Wiesz, że je lubię, ale od święta! Jak będziesz mi je przynosić dzień w dzień, to w końcu zwymiotuję różowym! Ale jednak... Daj mi jedną! - Uśmiechnęłam się wiedząc, że to ją tylko uszczęśliwi. I miałam rację - wyszczerzyła się jeszcze bardziej i wzięła różowego potwora również dla siebie.
 - Co jak co, ale chyba przesadziłaś z tym lukrem! - Skrzywiłam się.
 - Żartujesz! Różowego nigdy za wiele! - powiedziała z pełnymi ustami.
 - Chyba jednak tak, dostaniesz cukrzycy jeśli będziesz pochłaniać tyle słodyczy. A teraz zawieźć mnie pod drzwi sali biologicznej i pamiętaj, że to nie jest Formuła 1. - Zamknęłam oczy. Jazda czymkolwiek z nią sprowadzała się do nienaturalnie szybkich prędkości i zwykle kończyła tym, że od razu wracało mi czucie w nogach. Dostawałam też bonus do znajomości przekleństw.
                Cas była niska. Aerodynamiczna. I trenowała łyżwiarstwo, co prowadziło do nieuniknionych katastrof. O dziwno - tym razem popchnęła mnie niezwykle spokojnie i powoli, nie wzbudzając większych sensacji.
- Co się z tobą stało? Nawet nie było tego mocnego pchnięcia co zwykle - to dla mnie ulga, ale...
                Odwróciłam się i spojrzałam na uśmiechniętą przyjaciółkę i od razu zauważyłam 'coś' w jej oczach. Nie była to niepohamowana radość i słodycz, raczej nieobecny wzrok skierowany przed siebie. Odwróciłam się przez przez ramię i prawie wywaliłam wózek, a ona nie zareagowała.
                Zrozumiałam o co jej chodziło. Moja kochana mała Casandra zakochała się. Zakochanie nie jest od razu, najpierw jest zauroczenie, ale Cas miała za sobą stanowczo za dużo zauroczeń i to nie był ten sam wzrok. Jak to mówią - miłość od pierwszego wejrzenia, czy jakoś tak. Nie znam się na tym, nie mój klimat.
                 Moim zdaniem nie istnieje prawdziwa miłość do końca życia. Nawet jak ktoś się pobierze to wiadome jest to, że się rozwiedzie. Albo teraz albo później, ale tak będzie. Może być też tak, że kiedy jeden ze staruszków umrze drugi odetchnie z ulgą, że to już koniec, bo nie miał serca się rozstać.
                Coś o tym wiem, ponieważ nie mam mamy, ale szczerze nie jestem jakoś szczególnie tym przejęta. Było. Zabolało jak cholera. Przepłakałam kilka miesięcy. Prawie zawaliłam semestr. Prawie narobiłam głupot. Okey, to prawda, nie przeczę.  Było, minęło. Bywa. To nazywa się prawdziwe życie. Wracając do obiektu westchnień Cas był to... Taa. No niemalże drugi Adonis. Gdyby jeszcze był wyższy, lepiej zbudowany, gdyby nie wyglądał jak kij i nie był taki blady... Albo gdyby był przystojny.
 - Chyba mi nie powiesz, że mnie zostawiasz dla..! Świnia! Bezguście! - burknęłam pod nosem, bez większych skrupułów zrzucając jej plecak na ziemię i ignorując rozsypane książki.
                Moja kochana blondyneczka zalazła sobie zajęcie - razem ze swoimi słodkościami wdzięczyła się do Nataniela, niemal wpychając mu jedzenie do ust i śmiejąc jak wariatka. O Boże... No już nie żeby coś, ale bywają lepiej zbudowani, przystojniejsi, mniej... Ciotowaci?
                Tak czy siak zostałam sama. Nie żeby mi to przeszkadzało, nie to nie. Sama też dam radę.
 - Przepraszam, możesz odsunąć to krzesło?
 - A co? Bozia rączek nie dała? - Uśmiechnął się łobuzersko... No właśnie, kto to właściwie jest?            Wcześniej go nie widziałam na oczy. Muszę przyznać, że wyglądał jak jakiś koleś, który nie ma co robić, tylko farbować włosy.
                Czerwone kłaki... Nie wiem dlaczego, ale od razu skojarzyło mi się to z ‘’comiesięczną katastrofą’’. Dziwne skojarzenia. Chyba znajomość z Casandrą nie wpłynęła na mnie dobrze, a może po prostu nadmiar masła i cukru rzucił mi się na umysł?
                Może tak naprawdę jest kobietą, która została porzucona przez faceta i zdesperowana chciała zobaczyć jak wygląda świat ze strony płci przeciwnej..? Chyba jednak tata ma rację - za często oglądam seriale ‘dokumentalne’.
 - A mózg dała? - prychnęłam z pogardą. - A więc sprawa wygląda następująco - rączki może dała, ale sprawnych nóżek nie, gdybyś nie zauważył.
                Dla większego efektu zrzuciłam z ławki piórnik, rozkoszując się jego zdezorientowaną miną. Mimo wszystko Pan Okres na Szanownej Głowie nawet się nie ruszył, zatkało go.
                Aaa... Pardon - już rozumiem. Powinnam w tym momencie się rozpłakać, rzucić i go przepraszać za to że śmiałam zakłócić jego spokój, po czym sama odsunąć to przeklęte krzesło i siedzieć skulona jak sierotka Marysia. Uroczo, ale nie. Wolę wezwać posiłki.
 - Nataniel! Mógłbyś na chwilę? Bo mam dosyć duży problem i to z czerwonymi włosami! - zawołałam go uśmiechając się diabelsko. Ten tylko skinął głową do Cas, która miała wyciągać następną babeczkę i szybko podbiegł do mnie i pana Okres-Na-Głowie.
-  O co chodzi? Co się stało? Nic ci nie jest? Masz problem? - Zalał mnie pytaniami, patrząc wrogo na gostka.
  - Myślałam, że jesteś bardziej kumaty jak na gospodarza, ale okey. Tak mam problem, z tym oto panem, który bardzo cierpi z racji, że musi podnieść swój jakże ciężki tyłek i mi pomóc. - Mówiłam powoli, aby zrozumiał sens tych zdań.
                Spodziewałam się, że mi pomoże, krzywo się spojrzy i ucieknie z podkulonym ogonem, zwłaszcza, że zadzwonił dzwonek. Jednak w tym samym momencie jego pięść przeleciała przed moją twarzą i dosłownie rozkwasiła rudej małpie nos. Kilka kropli uderzyło o blat, zanim zrozumiał co się dzieje i przyłożył do nosa rękaw bordowej koszulki.    
 - Są z nim jeszcze jakieś problemy? Kastiel ci dokucza? - zapytał, odstawiając krzesło w kąt klasy i uśmiechając w moją stronę delikatnie.
                 Właściwie to on zwykł uśmiechać się do wszystkich, jacy by oni nie byli - nie żeby taka przyklejona do twarzy, wystudiowana przed lustrem mimika wyglądała specjalnie dobrze... Był miły, oczywiście. Ale brakowało mu asertywności, pewności siebie i gdyby się tak zastanowić - nie miał osobowości.
 - Nie, już w porządku. Masz lukier na policzku - poinformowałam, wskazując palcem obszar twarzy gdzie się ubrudził. Starł plamę chusteczką i spojrzał na Casandrę.
  - Nie zrozum mnie źle, jest bardzo sympatyczna. Tylko, że nie lubię słodyczy, żadnych.            
                Nie zrozumiałam po co mi ta informacja. Mógłby mieć jaja chociaż do momentu, w którym jest się z dziewczyną szczerym, a nie czyni aluzje jej przyjaciółce.
 - Moi państwo, co to ma być? Black, dlaczego krwawisz z nosa? Morgan, odłóż konsolę albo odbierzesz ją po lekcjach. Smith, przestań prostować włosy na mojej lekcji. - Nauczycielka wparowała do klasy stukając obcasami czarnych szpilek i uderzyła dziennikiem w biurko. - Wróć. Moi państwo, ja nie wnikam kto i dlaczego... Idź do toalety, Black. Nie teraz, jak się przywitamy i sprawdzę zadanie. - Powstrzymała chłopaka gestem ręki.
                Swoją drogą wyglądał jak garnek czystej rozpaczy - materiał przepojony krwią nie chłonął więcej płynu, więc czerwone krople płynęły po jego bladej dłoni, palcach, po czym wsiąkały w przetarte jeansy. Sięgnęłam do torby po chusteczki - nie dlatego, że było mi go jakoś specjalnie żal. Po prostu brzydził mnie widok krwi... Ohyda.
                Podałam mu je, a on na mnie spojrzał jak na wariatkę.
  - Żartujesz sobie? Najpierw na mnie nasyłasz lalusia, aby potem dać mi chusteczkę? Jesteś stuknięta! - oburzył się.
- Robię to tylko dlatego, że nie lubię widoku krwi - Odwróciłam głowę, aby nie patrzeć na to krwawe pobojowisko na jego twarzy i lewym nadgarstku.
 - Nie lubisz krwi serio? - Miał dziwny ton, taki podstępny. Nagle przed moimi oczami wylądowała chusteczka z jego okresem z nosa!
- Uważaj albo zaraz oberwiesz jeszcze ode mnie! - warknęłam, odrzucając próbkę jego osocza daleko od siebie. Było mi niedobrze i czułam jakbym miała rzygać, poza tym nie powinnam wstawać tylko żeby przylać komuś w twarz, ale...
- Młoda damo, co to za wygłupy. Podnieś to natychmiast i przeproś!   
                Otworzyłam usta ze zdziwienia, czując, że zbiera mi się na płacz. Bardzo chętnie bym mu wygarnęła, tak samo jak chemiczce... Ale jednak nie miałam odwagi, a ton jej głosu mówił mi, że nie ma mowy o jakiejkolwiek dyskusji.
 - Przepraszam - burknęłam niezadowolona. - Po lekcji urżnę ci łeb. I przestań, do cholery, krwawić na ławkę!
 - Tak jest, młoda damo - Zaśmiał się salutując i powrócił do niesłuchania lekcji. Kiedy zabrzmiał dzwonek nawet nie zdążyłam sięgnąć po książki, aby je spakować do torby, a już sala była prawie pusta.
                Została tylko nauczycielka, Casandra i jakiś chłopak o dziwnych oczach. Spojrzałam na niego krótko, ale najwyraźniej go wystraszyłam, ponieważ szybko wybiegł z klasy.
  - Świetnie działasz na chłopców, kochana - Zaśmiała się. - Jeden na zawołanie bije drugiego, drugi krwawi i ciągle gapi się na ciebie na lekcji, a trzeci ucieka tylko jak na niego spojrzysz.
 - Nie jest tak źle! - obraziłam się. - Chwila, chwila... Ten czerwony dupek się na mnie gapił?
 - Tak, całą lekcję, ale cię pocieszę nie był to wzrok zakochany, lecz pełen nienawiści.
                Wzdrygnęłam się na myśl dzisiejszej krwawo-stechiometrycznej lekcji chemii, osłodzonej jedynie jakimiś ofiarami które nie umiały nawet wyliczyć masy substratów... Jak oni zaliczyli gimnazjum?
  - Zakochanej małpy mi brakuje... Kto to w ogóle był? Ten co poleciał jakbym zamierzała go gonić - uściśliłam wskazując palcem na drzwi, którymi przed chwilą wybiegł typ. Może ma coś na sumieniu...?
                Cokolwiek to jest muszę się o tym dowiedzieć. W końcu jestem ciekawska i zawsze dostaję to czego tylko zechcę.
 - Co teraz mamy? - spytałam przyjaciółki, która już zdążyła wyprowadzić mnie z klasy.
 - W-f... No to masz wolne, kochana, ale ci zazdroszczę! Ten trener jest taki okropny, wyciska z nas siódme poty!
 - Będę tęsknić... Dopilnuj żeby małpa oberwała po raz drugi w nos i udowodnij im wszystkim, że dziewczyny w sporcie są lepsze. Zawsze są lepsze. - Cmoknęłam z niezadowoleniem. Gdyby nie przeklęte zapalenie to pokazałabym im co oznacza mieć mięśnie i jak daleko można rzucić piłeczką palantową. Blondynka odbiła się kilka razy na palcach z zaciętą miną.
- Miłej zabawy w bibliotece... Nataniel!
Kiedy tylko go zobaczyła, sięgnęła do torby z zamiarem wpakowania mu do ust następnej porcji babeczek, a ten spojrzał na mnie wzrokiem proszącym o pomoc... Co za ciota.
 - Cas, wiesz, może nie przed w-f... Jeszcze złapie kolkę. Zdążyłabyś szybciutko polecieć mi jeszcze po co coś do picia? - Wcisnęłam przyjaciółce banknot do ręki i popchnęłam w stronę automatów, która tylko wymamrotała cała czerwona pod nosem 'kolka... Nie pomyślałam...'. Wywróciłam oczami, patrząc na blondyna.
 - Miałbyś jaja odmówić...          
 - Mam jaja! To znaczy... - Zmieszał się. - Ona jest taka dobra i niewinna, nie mogę jej odmówić, bo bym jej sprawił przykrość...
 - O matko i córko! Jak je masz to mi to pokaż! - Spojrzał na mnie zdziwionym i przestraszonym wzrokiem, po czym cofnął się kilka kroków.
 - Nie chodziło mi o to! Ja tylko... Dobra zapomnij o tym. Nic nie mówiłam. - Machnęłam ręką.
- T-to... - zająknął się wpychając ręce w kieszenie, a ja parsknęłam śmiechem układając dłonie na kołach. Czasem naprawdę bywał zabawny, kiedy nie wiedział co ze sobą zrobić... 
- Słuchaj, nie mogę całe życie ocalać twojego nieśmiałego tyłka, Nat. Możesz iść. - Wprawiłam koła mojego wózka w ruch, kierując się w stronę biblioteki.
                Nataniel nie ruszył się z miejsca, patrzył wbity w ziemię jak kołek, a kiedy znalazłam się przed drzwiami szybko podbiegł i mi je otworzył. Spojrzałam na niego jak na idiotę, który mnie śledzi albo nie ma nic bardziej fascynującego do roboty i skierowałam się w stronę jednego z wolnych stolików.
                Postanowiłam zrobić zadanie z fizyki, aby mieć je później z głowy i móc trochę pograć na skrzypcach. Kiedy zaczęłam rozwiązywać zadania ktoś przysiadł się koło mnie. Podniosłam głowę i o mało nie dostałam zawału...
 - Co ty tutaj robisz? Tacy idioci jak ty nie przychodzą do biblioteki, nawet nie umieją czytać! - burknęłam, zatrzaskując książkę. Chłopak uśmiechnął się do mnie złośliwie, po czym uniósł lekko brwi.
 - Och, Nataniela tutaj nie ma. Kto by pomyślał? Kto cię teraz obroni? - Rozłożył bezradnie ramiona. Nie lubię brudzić sobie rączek przemocą, ale czasem nie ma wyboru. Jeśli nie można go niczego nauczyć słowami, trzeba użyć siły, jak na zwierzęciu. Złapałam podręcznik w obie ręce i uderzyłam.
 - Fuck! Drugi raz!

10 komentarzy:

  1. Podoba mi się. Nie jestem miłośniczką szkolnych opowieści, ale z takim humorem to ja to kupuję. Uśmiałam się.
    Starczyło mi parę zdań, by zakwalifikować Cassandrę do dziewczyn typu "ewakuuj się albo się porzygasz". W moich oczach wygląda jako słodka laleczka Barbie. Babeczki z różowym lukrem? Litości. Za dużo słodyczy na raz, będzie rzyganie.
    Na razie jeszcze nie ogarniam postaci (nie wiem dlaczego, zawsze mam z tym problem), ale wiem, że lubię faceta z czerwonymi włosami. Uwielbiam kolorowe włosy (tylko nie różowe). Tyle mi wystarczy, żeby go lubić. Ogólnie ten koleś jest dziwny, więc nie będę na niego narzekać. Z dziwakami się nudzić nie można.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Casandra jest taka przesadnie urocza i dziecinnie, ale moim zdaniem to wyznacznik tej postaci... Jak się rozkręci akcja to będzie zabawnie ^^
      Krótki opis:
      Kastiel ma czerwone włosy i oberwał podręcznikiem
      Nataniel jest blondynem, przewodniczącym szkoły, a Margot zarzuca mu że jest dupą jakich mało.
      Margot jest Narratorką...
      PS. Tylko ja zauważyłam że Nat cofnął się DO TYŁU? (no jedziesz gościu, teraz cofaj się do przodu)

      Usuń
    2. Uwielbiam pleonazmy po prostu XD. Niektóre potrafią być śmieszne. Miałam napisać o cofaniu, ale zapomniałam.

      Usuń
  2. Okayo.
    Jestem.
    Przeczytałam.
    Jeszcze chyba nikt nie zaczął komentarza w równie idiotyczny sposób...
    Lubię Casandrę xD Ogółnie, lubię takich ludzi, jak ona. Może mam jakiś deficzyt, albo coś, ale czuję, że byśmy się dogadały.
    Co do Nataniela i Kastiela - kojarzę coś z grą Słodki Flirt xD
    Nataniel mnie do siebie nie przekonuje, jakoś zbyt bardzo...Ale zobaczymy, może będzie zabawnie. Kastiel kojarzy mi się z typowym idiotą, który robi wszystko, żeby zwrócić na siebie uragę. Nie trawię takich ludzi...Jakoś mam złe skojarzenia :) Nie, wcale nie czuję się w tym momencie najszczęśliwszą osobą, tylko dla tego, że nie muszę patrzeć na brzydką twarz Kornela przez dwa miesiące. Nie, dobra, nie pytaj.
    Margot jest spoko. Nie wiem co o niej myśleć. Przypomina mi kogoś, ale nie wiem kogo.
    Mają fajną nauczycielkę B) Chciałabym taką.
    Fajnie się zapowiada, na serio :)Masz genialne pomysły i talent, dobrze o tym wiesz i dzięki Bogu, chociaż Ciebie nie trzeba o tym przekonywać ^^
    Już nie mogę doczekać się następnego rozdziału :D

    Ps. śliczny szablon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :-)
      Trafne skojarzenie z grą Słodki Flirt.
      Za szablon dziękujmy Lagusiak ;-)

      Usuń
  3. No czytam i czytam i nie migę się nadziwić. Fajnie napisane... Dajcie zakładkę z bohaterami, bo jakoś nie załapałam wuglądów i charakterów. Ale poza tym... Jezus Maria, czy to miało mi się pojawiać w głowie jako anime? Nie wiem co w tej animacji ciekawego, ale to opowiadanie tak mi się właśnie "obrazuje". Tak, wiem... Mądra ja używam dziwnych słów... To w moim typie :-). Jeśli chodziło o to, żebym rzeczywiście wyobrażała sobie bohaterów jako te anime dziwne to wam się udało. Nie wiem czy to magia, czy co...Po prostu tak jest.
    http://bo-kazdy-koniec-jest-poczatkiem.blogspot.com/
    http://kazdy-dzien-jest-nowa-historia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O fuck! Czyli to jednak anime, a bohaterowie już są. Co ja jasnowidz? No nic... Coś tam chyba jwszcze miałam powiedzieć, ale zapomniałam co :').

      Usuń
  4. Zabawny, przyjemny rozdział o odpowiedniej długości jest tym co lubię. Mimo przeczytać coś co nagle nie urywa się w połowie pozostawiając po sobie dziwne uczucie.
    Skupiając się jednak na treści.
    Nie jestem do końca pewna czy lubię Casandrę. Słodcy, mili ludzie zawsze mnie urzekają swoim zachowaniem jednak czasami jest tego znacznie za dużo i po prostu nie można już z nimi wytrzymać. Jestem więc bardzo ciekawa co dalej będzie z tą bohaterką !
    Nataniela i Kastiela kojarzę z jakieś gry, jednak nie jestem do końca pewna jak ona się nazywała. Opierając się jednak na tym co udało mi się przeczytać to mogę powiedzieć jedno - Team Nataniel ! :) Nie wytłumaczę dokładnie dlaczego jednak zdecydowanie coś mnie w nim urzekło. Może to te blond włoski ? :))
    Ogólnie historia dobrze się zapowiada, a sposób w jaki jest napisana jest bardzo przyjemny. Świadczy to jednak tylko o waszym talencie !
    Ściskam ! :*
    Przy okazji chciałam was zaprosić do siebie. Było by mi niezmiernie miło gdybyście wpadły i powiedziały co uważacie. A nuż może się wam spodoba ?
    http://fifty--days.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodki Flirt ^^ Ja jestem kociakiem Nataniela, Amijoko (która zaginęła w akcji) Deską/Struną Kastiela.
      Blondyni rządzą

      Usuń
    2. Ah... Słodki Flirt - pamiętam ! Jak znajdę chwilkę czasu to może spróbuje znaleźć hasło do starego konta i kto wie.. może nawet będę bardziej w temacie, kiedy pojawi się 2 rozdział ! :))
      Blondyni rządzą - w 100 %
      Chciałam Ci przy okazji podziękować za komentarz u mnie. Zwłaszcza za wytknięcie wszystkich błędów, jako, że interpunkcja, ortografia i podobne nie są moją mocną stroną. Postaram się nad tym popracować i jak najszybciej znaleźć betę. Jeszcze raz naprawdę dziękuje! :*
      Czekam z niecierpliwieniem na 2 rozdział !
      Pozdrawiam i życzę miłych wakacji ! :*

      Usuń

Lydia - Land of Grafic