Casandra
jak zwykle wręcz tryskała wrodzonym optymizmem. Dla tej wyjątkowej osóbki
chodzenie było po prostu zbyt nudne - musiała skakać, biegać, tańczyć albo
chociaż podrygiwać jak krewetka na patelni. Tym razem z szerokim uśmiechem
biegła w moją stronę, wywijając kabelkiem słuchawek.
Bez
wątpienia - bardzo urocze stworzonko z jasnymi włosami do ramion, dołeczkami w
policzkach i wielkich jak u szczeniaka zielonych oczętach. W połączeniu z jej
drobną, dziecięcą sylwetką i pastelowymi kolorami, które uwielbiała, sprawiała
wrażenie wyjątkowo słodkiej dziewczynki z podstawówki, która radośnie wymachuje
różowym workiem z kapciami.
- Bałam się, że się spóźnię! Kochanie moje,
długo czekałaś? - zapytała radośnie. Pokręciłam głową, układając torbę na
kolanach. Była taka wrażliwa i troskliwa. No - można rzecz, że byłyśmy
najlepszą parą w liceum i darzyłyśmy się większą miłością niż jakikolwiek
człowiek mógłby darzyć innego. Byłyśmy świetnymi przyjaciółkami, rozumiałyśmy
się bez słów i takie tam pierdoły.
- Nie, tylko kilka minut. Ile cukru wsypałaś
rano do płatków, no?
- Za dużo, Marguś.
Stanowczo za dużo. - Pokiwała energicznie głową.
- Cóż, następnym
razem proponuję trochę soli. Chciałabym cię zobaczyć choć raz bez tego
uśmieszku na twarzy...
- Też cię kocham,
gołąbeczku! - krzyknęła radośnie przez co kilka osób obejrzało się z minami
typu "a, to tylko ona" - Poza tym co ty taka nie w humorze? Ale ja
już wiem, co poprawi ci humor - babeczki. Takie z dżemem i różowym lukrem! -
oznajmiła kładąc swój plecak na moich kolanach.
Była
taką nastolatką jaką widzi się kiedy ktoś mówi 'stereotypowa nastka' -
wiecznie chodziła zakochana, piekła babeczki z ozdóbkami albo organizowała
piżama party... Poza tym miała niepowstrzymane zapędy do zabawy moimi włosami,
zakupu pierdółek typu porcelanowe kotki na targach i wyrażania się nieco głośniej niż powinna
- Babeczki? Znowu?
Wiesz, że je lubię, ale od święta! Jak będziesz mi je przynosić dzień w dzień,
to w końcu zwymiotuję różowym! Ale jednak... Daj mi jedną! - Uśmiechnęłam się
wiedząc, że to ją tylko uszczęśliwi. I miałam rację - wyszczerzyła się
jeszcze bardziej i wzięła różowego potwora również dla siebie.
- Co jak co, ale
chyba przesadziłaś z tym lukrem! - Skrzywiłam się.
- Żartujesz! Różowego
nigdy za wiele! - powiedziała z pełnymi ustami.
- Chyba jednak tak,
dostaniesz cukrzycy jeśli będziesz pochłaniać tyle słodyczy. A teraz zawieźć
mnie pod drzwi sali biologicznej i pamiętaj, że to nie jest Formuła 1. -
Zamknęłam oczy. Jazda czymkolwiek z nią sprowadzała się do nienaturalnie szybkich
prędkości i zwykle kończyła tym, że od razu wracało mi czucie w nogach. Dostawałam też bonus do znajomości przekleństw.
Cas
była niska. Aerodynamiczna. I trenowała łyżwiarstwo, co prowadziło do
nieuniknionych katastrof. O dziwno - tym razem popchnęła mnie niezwykle
spokojnie i powoli, nie wzbudzając większych sensacji.
- Co się z tobą stało? Nawet nie było tego mocnego pchnięcia
co zwykle - to dla mnie ulga, ale...
Odwróciłam
się i spojrzałam na uśmiechniętą przyjaciółkę i od razu zauważyłam 'coś' w jej oczach.
Nie była to niepohamowana radość i słodycz, raczej nieobecny wzrok skierowany
przed siebie. Odwróciłam się przez przez ramię i prawie wywaliłam wózek,
a ona nie zareagowała.
Zrozumiałam
o co jej chodziło. Moja kochana mała Casandra zakochała się. Zakochanie
nie jest od razu, najpierw jest zauroczenie, ale Cas miała za sobą stanowczo za
dużo zauroczeń i to nie był ten sam wzrok. Jak to mówią - miłość od pierwszego
wejrzenia, czy jakoś tak. Nie
znam się na tym, nie mój klimat.
Moim zdaniem nie istnieje prawdziwa miłość do końca życia. Nawet jak ktoś się pobierze to wiadome jest to, że się rozwiedzie. Albo teraz albo później, ale tak będzie. Może być też tak, że kiedy jeden ze staruszków umrze drugi odetchnie z ulgą, że to już koniec, bo nie miał serca się rozstać.
Moim zdaniem nie istnieje prawdziwa miłość do końca życia. Nawet jak ktoś się pobierze to wiadome jest to, że się rozwiedzie. Albo teraz albo później, ale tak będzie. Może być też tak, że kiedy jeden ze staruszków umrze drugi odetchnie z ulgą, że to już koniec, bo nie miał serca się rozstać.
Coś o
tym wiem, ponieważ nie mam mamy, ale szczerze nie jestem jakoś szczególnie tym
przejęta. Było. Zabolało jak cholera. Przepłakałam kilka miesięcy. Prawie
zawaliłam semestr. Prawie narobiłam głupot. Okey, to prawda, nie przeczę. Było, minęło. Bywa. To nazywa się prawdziwe
życie. Wracając do obiektu westchnień Cas był to... Taa. No niemalże drugi Adonis. Gdyby jeszcze był wyższy, lepiej zbudowany, gdyby nie wyglądał jak kij i nie był taki blady... Albo gdyby był przystojny.
- Chyba mi nie
powiesz, że mnie zostawiasz dla..! Świnia! Bezguście! - burknęłam pod nosem,
bez większych skrupułów zrzucając jej plecak na ziemię i ignorując rozsypane
książki.
Moja
kochana blondyneczka zalazła sobie zajęcie - razem ze swoimi słodkościami
wdzięczyła się do Nataniela, niemal wpychając mu jedzenie do ust i śmiejąc jak
wariatka. O Boże... No już nie żeby coś, ale bywają lepiej zbudowani,
przystojniejsi, mniej... Ciotowaci?
Tak czy
siak zostałam sama. Nie żeby mi to przeszkadzało, nie to nie. Sama też dam
radę.
- Przepraszam, możesz
odsunąć to krzesło?
- A co? Bozia rączek
nie dała? - Uśmiechnął się łobuzersko... No właśnie, kto to właściwie jest? Wcześniej go nie widziałam na oczy.
Muszę przyznać, że wyglądał jak jakiś koleś, który nie ma co robić, tylko
farbować włosy.
Czerwone kłaki... Nie wiem dlaczego, ale od razu skojarzyło mi się to z ‘’comiesięczną
katastrofą’’. Dziwne skojarzenia. Chyba znajomość z Casandrą nie wpłynęła na
mnie dobrze, a może po prostu nadmiar masła i cukru rzucił mi się na umysł?
Może
tak naprawdę jest kobietą, która została porzucona przez faceta i zdesperowana
chciała zobaczyć jak wygląda świat ze strony płci przeciwnej..? Chyba jednak
tata ma rację - za często oglądam seriale ‘dokumentalne’.
- A mózg dała? -
prychnęłam z pogardą. - A więc sprawa wygląda następująco - rączki może dała,
ale sprawnych nóżek nie, gdybyś nie zauważył.
Dla
większego efektu zrzuciłam z ławki piórnik, rozkoszując się jego
zdezorientowaną miną. Mimo wszystko Pan Okres na Szanownej Głowie nawet się nie
ruszył, zatkało go.
Aaa...
Pardon - już rozumiem. Powinnam w tym momencie się rozpłakać, rzucić i go
przepraszać za to że śmiałam zakłócić jego spokój, po czym sama odsunąć to
przeklęte krzesło i siedzieć skulona jak sierotka Marysia. Uroczo, ale nie. Wolę wezwać posiłki.
- Nataniel! Mógłbyś
na chwilę? Bo mam dosyć duży problem i to z czerwonymi włosami! - zawołałam go
uśmiechając się diabelsko. Ten tylko skinął głową do Cas, która miała wyciągać
następną babeczkę i szybko podbiegł do mnie i pana Okres-Na-Głowie.
- O co chodzi? Co się
stało? Nic ci nie jest? Masz problem? - Zalał mnie pytaniami, patrząc wrogo na
gostka.
- Myślałam, że jesteś bardziej kumaty jak na
gospodarza, ale okey. Tak mam problem, z tym oto panem, który bardzo cierpi z
racji, że musi podnieść swój jakże ciężki tyłek i mi pomóc. - Mówiłam powoli,
aby zrozumiał sens tych zdań.
Spodziewałam
się, że mi pomoże, krzywo się spojrzy i ucieknie z podkulonym ogonem,
zwłaszcza, że zadzwonił dzwonek. Jednak w tym samym momencie jego pięść
przeleciała przed moją twarzą i dosłownie rozkwasiła rudej małpie nos. Kilka
kropli uderzyło o blat, zanim zrozumiał co się dzieje i przyłożył do nosa rękaw
bordowej koszulki.
- Są z nim jeszcze
jakieś problemy? Kastiel ci dokucza? - zapytał, odstawiając krzesło w kąt klasy
i uśmiechając w moją stronę delikatnie.
Właściwie to on zwykł uśmiechać się do
wszystkich, jacy by oni nie byli - nie żeby taka przyklejona do twarzy,
wystudiowana przed lustrem mimika wyglądała specjalnie dobrze... Był miły,
oczywiście. Ale brakowało mu asertywności, pewności siebie i gdyby się tak
zastanowić - nie miał osobowości.
- Nie, już w
porządku. Masz lukier na policzku - poinformowałam, wskazując palcem obszar
twarzy gdzie się ubrudził. Starł plamę chusteczką i spojrzał na Casandrę.
- Nie zrozum mnie
źle, jest bardzo sympatyczna. Tylko, że nie lubię słodyczy, żadnych.
Nie
zrozumiałam po co mi ta informacja. Mógłby mieć jaja chociaż do momentu, w
którym jest się z dziewczyną szczerym, a nie czyni aluzje jej przyjaciółce.
- Moi państwo, co to
ma być? Black, dlaczego krwawisz z nosa? Morgan, odłóż konsolę albo odbierzesz
ją po lekcjach. Smith, przestań prostować włosy na mojej lekcji. - Nauczycielka
wparowała do klasy stukając obcasami czarnych szpilek i uderzyła dziennikiem w
biurko. - Wróć. Moi państwo, ja nie wnikam kto i dlaczego... Idź do toalety,
Black. Nie teraz, jak się przywitamy i sprawdzę zadanie. - Powstrzymała
chłopaka gestem ręki.
Swoją
drogą wyglądał jak garnek czystej rozpaczy - materiał przepojony krwią nie
chłonął więcej płynu, więc czerwone krople płynęły po jego bladej dłoni,
palcach, po czym wsiąkały w przetarte jeansy. Sięgnęłam do torby po chusteczki
- nie dlatego, że było mi go jakoś specjalnie żal. Po prostu brzydził mnie
widok krwi... Ohyda.
Podałam
mu je, a on na mnie spojrzał jak na wariatkę.
- Żartujesz sobie?
Najpierw na mnie nasyłasz lalusia, aby potem dać mi chusteczkę? Jesteś
stuknięta! - oburzył się.
- Robię to tylko dlatego, że nie lubię widoku krwi -
Odwróciłam głowę, aby nie patrzeć na to krwawe pobojowisko na jego twarzy i
lewym nadgarstku.
- Nie lubisz krwi
serio? - Miał dziwny ton, taki podstępny. Nagle przed moimi oczami wylądowała
chusteczka z jego okresem z nosa!
- Uważaj albo zaraz oberwiesz jeszcze ode mnie! - warknęłam,
odrzucając próbkę jego osocza daleko od siebie. Było mi niedobrze i czułam
jakbym miała rzygać, poza tym nie powinnam wstawać tylko żeby przylać komuś w twarz, ale...
- Młoda damo, co to za wygłupy. Podnieś to natychmiast i
przeproś!
Otworzyłam
usta ze zdziwienia, czując, że zbiera mi się na płacz. Bardzo chętnie bym mu
wygarnęła, tak samo jak chemiczce... Ale jednak nie miałam odwagi, a ton jej
głosu mówił mi, że nie ma mowy o jakiejkolwiek dyskusji.
- Przepraszam -
burknęłam niezadowolona. - Po lekcji urżnę ci łeb. I przestań, do cholery,
krwawić na ławkę!
- Tak jest, młoda
damo - Zaśmiał się salutując i powrócił do niesłuchania lekcji. Kiedy zabrzmiał
dzwonek nawet nie zdążyłam sięgnąć po książki, aby je spakować do torby, a już
sala była prawie pusta.
Została tylko nauczycielka, Casandra i jakiś chłopak o dziwnych oczach. Spojrzałam na
niego krótko, ale najwyraźniej go wystraszyłam, ponieważ szybko wybiegł z
klasy.
- Świetnie działasz na chłopców, kochana - Zaśmiała się. - Jeden na zawołanie bije drugiego, drugi krwawi i ciągle gapi
się na ciebie na lekcji, a trzeci ucieka tylko jak na niego spojrzysz.
- Nie jest tak źle! -
obraziłam się. - Chwila, chwila... Ten czerwony dupek się na mnie gapił?
- Tak, całą lekcję,
ale cię pocieszę nie był to wzrok zakochany, lecz pełen nienawiści.
Wzdrygnęłam
się na myśl dzisiejszej krwawo-stechiometrycznej lekcji chemii, osłodzonej jedynie jakimiś
ofiarami które nie umiały nawet wyliczyć masy substratów... Jak oni zaliczyli
gimnazjum?
- Zakochanej małpy mi brakuje... Kto to w
ogóle był? Ten co poleciał jakbym zamierzała go gonić - uściśliłam wskazując
palcem na drzwi, którymi przed chwilą wybiegł typ. Może ma coś na sumieniu...?
Cokolwiek
to jest muszę się o tym dowiedzieć. W końcu jestem ciekawska i zawsze dostaję
to czego tylko zechcę.
- Co teraz mamy? -
spytałam przyjaciółki, która już zdążyła wyprowadzić mnie z klasy.
- W-f... No to masz
wolne, kochana, ale ci zazdroszczę! Ten trener jest taki okropny, wyciska z nas
siódme poty!
- Będę tęsknić...
Dopilnuj żeby małpa oberwała po raz drugi w nos i udowodnij im wszystkim, że
dziewczyny w sporcie są lepsze. Zawsze są lepsze. - Cmoknęłam z
niezadowoleniem. Gdyby nie przeklęte zapalenie to pokazałabym im co oznacza
mieć mięśnie i jak daleko można rzucić piłeczką palantową. Blondynka odbiła się
kilka razy na palcach z zaciętą miną.
- Miłej zabawy w bibliotece... Nataniel!
Kiedy tylko go zobaczyła, sięgnęła do torby z zamiarem
wpakowania mu do ust następnej porcji babeczek, a ten spojrzał na mnie wzrokiem
proszącym o pomoc... Co za ciota.
- Cas, wiesz, może
nie przed w-f... Jeszcze złapie kolkę. Zdążyłabyś szybciutko polecieć mi
jeszcze po co coś do picia? - Wcisnęłam przyjaciółce banknot do ręki i
popchnęłam w stronę automatów, która tylko wymamrotała cała czerwona pod nosem
'kolka... Nie pomyślałam...'. Wywróciłam oczami, patrząc na blondyna.
- Miałbyś jaja
odmówić...
- Mam jaja! To
znaczy... - Zmieszał się. - Ona jest taka dobra i niewinna, nie mogę jej
odmówić, bo bym jej sprawił przykrość...
- O matko i córko!
Jak je masz to mi to pokaż! - Spojrzał na mnie zdziwionym i przestraszonym
wzrokiem, po czym cofnął się kilka kroków.
- Nie chodziło mi o
to! Ja tylko... Dobra zapomnij o tym. Nic nie mówiłam. - Machnęłam ręką.
- T-to... - zająknął się wpychając ręce w kieszenie, a ja
parsknęłam śmiechem układając dłonie na kołach. Czasem naprawdę bywał zabawny,
kiedy nie wiedział co ze sobą zrobić...
- Słuchaj, nie mogę całe życie ocalać twojego nieśmiałego
tyłka, Nat. Możesz iść. - Wprawiłam koła mojego wózka w ruch, kierując się w
stronę biblioteki.
Nataniel
nie ruszył się z miejsca, patrzył wbity w ziemię jak kołek, a
kiedy znalazłam się przed drzwiami szybko podbiegł i mi je otworzył. Spojrzałam
na niego jak na idiotę, który mnie śledzi albo nie ma nic bardziej fascynującego do roboty i skierowałam się w stronę jednego z
wolnych stolików.
Postanowiłam
zrobić zadanie z fizyki, aby mieć je później z głowy i móc trochę pograć na
skrzypcach. Kiedy zaczęłam rozwiązywać zadania ktoś przysiadł się koło mnie.
Podniosłam głowę i o mało nie dostałam zawału...
- Co ty tutaj robisz?
Tacy idioci jak ty nie przychodzą do biblioteki, nawet nie umieją czytać! -
burknęłam, zatrzaskując książkę. Chłopak uśmiechnął się do mnie złośliwie, po
czym uniósł lekko brwi.
- Och, Nataniela tutaj
nie ma. Kto by pomyślał? Kto cię teraz obroni? - Rozłożył bezradnie ramiona.
Nie lubię brudzić sobie rączek przemocą, ale czasem nie ma wyboru. Jeśli nie
można go niczego nauczyć słowami, trzeba użyć siły, jak na zwierzęciu. Złapałam
podręcznik w obie ręce i uderzyłam.
- Fuck! Drugi raz!
Podoba mi się. Nie jestem miłośniczką szkolnych opowieści, ale z takim humorem to ja to kupuję. Uśmiałam się.
OdpowiedzUsuńStarczyło mi parę zdań, by zakwalifikować Cassandrę do dziewczyn typu "ewakuuj się albo się porzygasz". W moich oczach wygląda jako słodka laleczka Barbie. Babeczki z różowym lukrem? Litości. Za dużo słodyczy na raz, będzie rzyganie.
Na razie jeszcze nie ogarniam postaci (nie wiem dlaczego, zawsze mam z tym problem), ale wiem, że lubię faceta z czerwonymi włosami. Uwielbiam kolorowe włosy (tylko nie różowe). Tyle mi wystarczy, żeby go lubić. Ogólnie ten koleś jest dziwny, więc nie będę na niego narzekać. Z dziwakami się nudzić nie można.
Casandra jest taka przesadnie urocza i dziecinnie, ale moim zdaniem to wyznacznik tej postaci... Jak się rozkręci akcja to będzie zabawnie ^^
UsuńKrótki opis:
Kastiel ma czerwone włosy i oberwał podręcznikiem
Nataniel jest blondynem, przewodniczącym szkoły, a Margot zarzuca mu że jest dupą jakich mało.
Margot jest Narratorką...
PS. Tylko ja zauważyłam że Nat cofnął się DO TYŁU? (no jedziesz gościu, teraz cofaj się do przodu)
Uwielbiam pleonazmy po prostu XD. Niektóre potrafią być śmieszne. Miałam napisać o cofaniu, ale zapomniałam.
UsuńOkayo.
OdpowiedzUsuńJestem.
Przeczytałam.
Jeszcze chyba nikt nie zaczął komentarza w równie idiotyczny sposób...
Lubię Casandrę xD Ogółnie, lubię takich ludzi, jak ona. Może mam jakiś deficzyt, albo coś, ale czuję, że byśmy się dogadały.
Co do Nataniela i Kastiela - kojarzę coś z grą Słodki Flirt xD
Nataniel mnie do siebie nie przekonuje, jakoś zbyt bardzo...Ale zobaczymy, może będzie zabawnie. Kastiel kojarzy mi się z typowym idiotą, który robi wszystko, żeby zwrócić na siebie uragę. Nie trawię takich ludzi...Jakoś mam złe skojarzenia :) Nie, wcale nie czuję się w tym momencie najszczęśliwszą osobą, tylko dla tego, że nie muszę patrzeć na brzydką twarz Kornela przez dwa miesiące. Nie, dobra, nie pytaj.
Margot jest spoko. Nie wiem co o niej myśleć. Przypomina mi kogoś, ale nie wiem kogo.
Mają fajną nauczycielkę B) Chciałabym taką.
Fajnie się zapowiada, na serio :)Masz genialne pomysły i talent, dobrze o tym wiesz i dzięki Bogu, chociaż Ciebie nie trzeba o tym przekonywać ^^
Już nie mogę doczekać się następnego rozdziału :D
♥
Ps. śliczny szablon.
Dziękujemy :-)
UsuńTrafne skojarzenie z grą Słodki Flirt.
Za szablon dziękujmy Lagusiak ;-)
No czytam i czytam i nie migę się nadziwić. Fajnie napisane... Dajcie zakładkę z bohaterami, bo jakoś nie załapałam wuglądów i charakterów. Ale poza tym... Jezus Maria, czy to miało mi się pojawiać w głowie jako anime? Nie wiem co w tej animacji ciekawego, ale to opowiadanie tak mi się właśnie "obrazuje". Tak, wiem... Mądra ja używam dziwnych słów... To w moim typie :-). Jeśli chodziło o to, żebym rzeczywiście wyobrażała sobie bohaterów jako te anime dziwne to wam się udało. Nie wiem czy to magia, czy co...Po prostu tak jest.
OdpowiedzUsuńhttp://bo-kazdy-koniec-jest-poczatkiem.blogspot.com/
http://kazdy-dzien-jest-nowa-historia.blogspot.com/
O fuck! Czyli to jednak anime, a bohaterowie już są. Co ja jasnowidz? No nic... Coś tam chyba jwszcze miałam powiedzieć, ale zapomniałam co :').
UsuńZabawny, przyjemny rozdział o odpowiedniej długości jest tym co lubię. Mimo przeczytać coś co nagle nie urywa się w połowie pozostawiając po sobie dziwne uczucie.
OdpowiedzUsuńSkupiając się jednak na treści.
Nie jestem do końca pewna czy lubię Casandrę. Słodcy, mili ludzie zawsze mnie urzekają swoim zachowaniem jednak czasami jest tego znacznie za dużo i po prostu nie można już z nimi wytrzymać. Jestem więc bardzo ciekawa co dalej będzie z tą bohaterką !
Nataniela i Kastiela kojarzę z jakieś gry, jednak nie jestem do końca pewna jak ona się nazywała. Opierając się jednak na tym co udało mi się przeczytać to mogę powiedzieć jedno - Team Nataniel ! :) Nie wytłumaczę dokładnie dlaczego jednak zdecydowanie coś mnie w nim urzekło. Może to te blond włoski ? :))
Ogólnie historia dobrze się zapowiada, a sposób w jaki jest napisana jest bardzo przyjemny. Świadczy to jednak tylko o waszym talencie !
Ściskam ! :*
Przy okazji chciałam was zaprosić do siebie. Było by mi niezmiernie miło gdybyście wpadły i powiedziały co uważacie. A nuż może się wam spodoba ?
http://fifty--days.blogspot.com/
Słodki Flirt ^^ Ja jestem kociakiem Nataniela, Amijoko (która zaginęła w akcji) Deską/Struną Kastiela.
UsuńBlondyni rządzą
Ah... Słodki Flirt - pamiętam ! Jak znajdę chwilkę czasu to może spróbuje znaleźć hasło do starego konta i kto wie.. może nawet będę bardziej w temacie, kiedy pojawi się 2 rozdział ! :))
UsuńBlondyni rządzą - w 100 %
Chciałam Ci przy okazji podziękować za komentarz u mnie. Zwłaszcza za wytknięcie wszystkich błędów, jako, że interpunkcja, ortografia i podobne nie są moją mocną stroną. Postaram się nad tym popracować i jak najszybciej znaleźć betę. Jeszcze raz naprawdę dziękuje! :*
Czekam z niecierpliwieniem na 2 rozdział !
Pozdrawiam i życzę miłych wakacji ! :*